Moja historia
Cześć! Nazywam się Aga Siejka
i jestem jedną z prekursorek pracy z kobiecą i księżycową cyklicznością w Polsce.
Jestem certyfikowaną soul coachką, doświadczoną HR-ką, coachką i liderką zespołów, a moją wielką pasją i źródłem inspiracji jest ogrodnictwo. Uwielbiam znajdować połączenia i budować mosty pomiędzy pozornie sprzecznymi światami. Od kilkunastu lat związana jestem z międzynarodową korporacją, gdzie wspieram menedżerów w zarządzaniu zespołami oraz w liderskich wyzwaniach związanych ze zdrowiem fizycznym i psychicznym pracowników. Jednocześnie tworzę markę Kobieta Cykliczna i buduję społeczność kobiet świadomych swojego połączenia z naturą i jej cyklami. Pracuję autorskimi metodami, łączącymi klasyczny coaching, soul coaching® oraz zmiany naszej energii podczas czterech pór roku, faz księżyca i cyklu menstruacyjnego.
Ze wsparcia cykliczności korzystam na co dzień. Jej niezmienna zmienność jest moim kompasem, który pomaga zachować spokój i równowagę w świecie, w którym nic nie jest pewne i stałe, a wszystko zmienia się w zawrotnym tempie. Ale nie zawsze tak było. Po drodze przeżyłam wypalenie zawodowe, ciężkie choroby i śmierć w rodzinie, rozpadło się moje małżeństwo i wreszcie ja sama stanęłam oko w oko ze śmiertelną chorobą. Moją medycyną, ścieżką ku zdrowiu i miłości okazało się przywracanie pamięci o cykliczności i jej naturalnym rytmie zapisanym w kobiecym ciele.
Dzielę się z Tobą swoją historią, aby dodać Ci odwagi i zainspirować do świadomych wyborów i zmian.
Dawno temu, kiedy jako mała dziewczynka wlepiałam oczy w programy włoskiej telewizji Rai Uno, zamarzyła mi się dolce vita. Udało mi się to marzenie zrealizować. Ukończyłam filologię włoską, mieszkałam i studiowałam w słonecznej Italii, a później pracowałam we włoskiej firmie budowlanej. Zbieg okoliczności sprawił, że zaczęłam pracę w dziale HR jednej z krakowskich korporacji, co dało mi możliwość obserwowania od środka, jak działa potężna firma, notowana na światowych giełdach i liście Fortune 500, oraz liderzy, których decyzje mają wpływ na światowy rynek energetyczny.
Poznałam wspaniałych, inspirujących ludzi z całego świata i przy okazji zgromadziłam bezcenną wiedzę o zarządzaniu zespołami, projektami i nieustanną zmianą. Zdobywałam szlify w coachingu i codziennie uczyłam się w praktyce o kierujących nami emocjach i motywacjach, dynamice ludzkich relacji, powstawianiu i rozwiązywaniu konfliktów, radzeniu sobie ze stresem i mechanizmach wypalenia zawodowego.
Praca w korporacji oraz kilkanaście lat doświadczenia na stanowiskach HR i menedżerskich bardzo dużo mnie nauczyły, ale nie miałam wówczas świadomości, jak kruche może być zdrowie, kiedy zaburzymy delikatną równowagę ciała, umysłu i duszy. Jako typowa młoda, ambitna, a jednocześnie zakompleksiona dziewczyna z Europy Wschodniej, zachłysnęłam się możliwościami kariery w międzynarodowej firmie i próbowałam udowodnić swoją wartość, przeceniając jednocześnie swoje siły fizyczne i psychiczne. To były czasy, kiedy w środowisku korporacyjnym dopiero zaczynały kiełkować takie koncepcje, jak work-life balance czy wellbeing, a słowa „terapia” nie wypowiadało się na głos. Profesjonalizm kojarzony był z brakiem emocji oraz liczbą przepracowanych nadgodzin, zarwanych nocy i weekendów. Sukcesem był kolejny projekt, awans i egzotyczny urlop raz w roku, a zdrowie miał gwarantować pakiet prywatnych usług medycznych.
Przez lata funkcjonowałam w takiej rzeczywistości, tłumiąc swoją wysoką wrażliwość i zamrażając emocje. Na pracę niemal non stop, ciągle nowe wyzwania, projekty, reorganizacje i wreszcie wypalenie zawodowe, nałożyło się nieudane małżeństwo, ciężkie choroby moich rodziców i śmierć mamy, która przez wiele lat zmagała się z rakiem piersi. Często jechałam do pracy z płaczem na końcu nosa, a po powrocie do domu nie miałam siły na nic więcej niż bezmyślne konsumowanie zasobów Netflixa i Internetu. Funkcjonując trochę jak chomik w kołowrotku, stale wzmacniałam w sobie przekonanie, że tak musi być i niczego nie da się zmienić.
Moje ciało krzyczało migrenami i bezsennością, abym się opamiętała, umysł eksplodował plątaniną negatywnych myśli, które wpędzały mnie w coraz głębszą depresję, a jakiś cichy głos we mnie domagał się radykalnej zmiany, przypominając mi, że to kim się stałam, nie ma nic wspólnego z moimi marzeniami i tym, jak wyobrażałam sobie swoje życie.
Zabrakło mi wówczas odwagi i narzędzi, żeby świadomie coś z tym zrobić, więc zmiana zadziała się boleśnie i z przytupem. Niemal w tym samym czasie, gdy mój mąż postanowił ułożyć sobie życie z kimś innym, ja zachorowałam na raka piersi. Z dnia na dzień moją codziennością stał się szpital, chemioterapia i radioterapia przeplatane rozprawą rozwodową.
Moment, w którym rozpadło się wszystko, co było wówczas treścią mojego życia i stanęłam oko w oko ze śmiertelną chorobą, stał się punktem zwrotnym i początkiem podróży do piekła i z powrotem, w której odkryłam siebie na nowo.
Zrozumiałam, że mam w sobie moc i odwagę, o jaką nigdy bym siebie nie podejrzewała, że jestem kimś więcej, niż mi się wydawało. Znalazłam wewnątrz siebie siłę i sprawczość, której wcześniej nie dostrzegałam. Kiedy odkryłam moc alchemii kobiecego cyklu menstruacyjnego, tydzień po tygodniu zaczęłam uczyć się życia w jego rytmie, a tym samym wracać do pełnego zdrowia. Odważnie zainwestowałam w swój rozwój, zdobywając nowe kompetencje i certyfikaty. Wreszcie zaczęłam spełniać odkładane przez lata marzenia i robić rzeczy, które wydawały się mało rozsądne czy pożyteczne, ale bardzo ich pragnęłam.
To zapoczątkowało lawinę tym razem świadomych wyborów i zmian, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj.